- Zawsze jak mnie widzisz to się uśmiechasz - zaśmiał się.
- To przez oczy - pocałowałam go w policzek.
- Pójdziemy zatańczyć?
- Przed chwilą tańczyłam z Kris... - odwróciłam się, by na nią wskazać, ale jej tam nie było. -...ten. Gdzie ona jest?
- Spokojnie, nie panikuj. Pewnie poszła z kimś zatańczyć - Zac usiadł obok mnie i objął ramieniem.
- Ona wypiła za dużo, jest pijana. Nie chcę by zrobiła sobie krzywdę - jęknęłam spanikowana.
- Posłuchaj - poczułam jak ktoś bierze mnie za podbródek, a następnie zobaczyłam moje ulubione oczy. - Kris jest już dorosła, to jej sprawa co robi, gdzie i jak. Nie jesteś jej mamą, aby się o nią tak martwić - dał mi całusa w usta.
- Masz rację - westchnęłam. - Za dużo się martwię.
- Chodź, wyluzujesz - wziął mnie za rękę i wyprowadził na zewnątrz.
Chłodne powietrze od razu uderzyło mnie w twarz i przyniosło przyjemne ukojenie. Wzięłam głęboki oddech by napawać się tym zapachem natury. Zamknęłam oczy. Słyszałam śpiewy ptaków, szum powietrza i drzew. Było cudownie.
Nie zauważyłam, że doszłam już z Zaciem na tyły uniwersytetu.
- Przyjemnie, prawda? - wziął głęboki wdech.
Objęłam jego rękę i pocałowałam w ramię. Po chwili usiedliśmy na trawie i oglądaliśmy gwiazdy. Było naprawdę romantycznie. Nie chciałam, żeby zostało to popsute.
Przybliżyłam się do Zac'a tak, że objął mnie ramieniem, a ja oparłam z uśmiechem o niego głowę.
- Jak byłam mała lubiłam oglądać gwiazdy z rodzicami - uśmiechnęłam się, przypominając sobie te wspomnienia.
- Teraz my też tak możemy robić - poczułam usta Zac'a na moich.
Odwzajemniłam pocałunek z uczuciem. Nie zauważyłam kiedy Zac przewrócił mnie na plecy tak, że był nade mną. Jego pocałunki zeszły na moją szyję. Jęknęłam z przyjemności. Złapałam go za włosy i przytwierdziłam do mnie. Przygryzając i ssając ją doprowadzał mnie do szaleństwa. Nagle podwinął moją sukienkę i zaczął całować mój brzuch. Schodził niżej pocałunkami. Podniecenie we mnie rosło, ale kiedy próbował powoli ściągnąć ze mnie rajtuzy i majtki, ocknęłam się.
- Zac nie! - zakryłam się szybko sukienką.
- O co ci chodzi? - usłyszałam oburzony głos.
Usiadłam i wsadziłam kosmyk włosów za ucho.
- Nie jestem jeszcze gotowa - powiedziałam, prawie szepcąc.
- Laura - westchnął. - Jesteśmy ze sobą już dwa lata, myślę, że to już czas.
- Ja wiem, ale... - przełknęłam ślinę - nie tutaj, no wiesz...
- Dobra, nie tłumacz się. Rozumiem - podszedł do mnie i złożyL delikatny pocałunek na moich ustach.
Wracaliśmy do uniwersytetu, kiedy ludzie zaczęli wychodzić z budynku. Oznaczało to koniec imprezy, na szczęście. Pomyślałam, że w tym tłumie może znajdę Kris, więc zaczęłam przedzierać się przez pijanych znajomych w poszukiwaniu jej. Wreszcie zobaczyłam czerwoną sukienkę, bez której bym jej w ogóle nie poznała. Zataczała się, a jej włosy wykręcały się na wszystkie strony. Podeszłam do niej jak najszybciej, wzięłam pod rękę i wyprowadziłam z tłumu.
- Kristen? -zapytałam niepewnie.
Jej głowa zwisała na dół i musiałam ją podtrzymywać, żeby nie upadła. Odpowiedzią było ciche mruknięcie.
- Nie wiem co brałaś Kris, ale nie myśl, że ujdzie ci to na sucho - powiedziałam surowo. - Patrz jak wyglądasz!
- Laura - powiedziała bardzo nie wyraźnie i podniosła głowę, tak że mogłam zobaczyć jej wielkie źrenice.
-Kris - wytrzeszczyłam oczy.
Patrzyłam na nią przez chwilę w milczeniu, nieruchoma. Gdy się ocknęłam wzięłam ją pod pachę i zaprowadziłam ją do samochodu.
Wepchnęłam ją na chama na miejsce pasażera i zapięłam jej pasy. Gdy to skończyłam, okrążyłam samochód i usiadłam przy kierownicy. Wiedziałam, że nie powinnam kierować. Piłam alkohol, ale to była tylko odrobinka. Spojrzałam na Kristen. Musiałam jechać.
Odpaliłam szybko auto i ruszyłam w kierunku mojego domu. Starałam się jechać najostrożniej jak tylko mogłam. Nawet nie zauważyłam, kiedy byłyśmy na miejscu. Wyszłam szybko z samochodu i podeszłam do Kristen. Odpięłam ją i pomogłam jej wysiąść, trzymając ją stabilnie.
Doszłyśmy do domu. Z trudem wyjęłam klucze od mieszkania, którymi po chwili otworzyłam frontowe drzwi. Weszłyśmy do środka i szybko zaprowadziłam Kristen do mojego pokoju. Usadowiłam ją na łóżku.
- Kris, musisz się rozebrać.
Cichy pomruk.
- Kris, słyszysz mnie?
Dalej żadnej odpowiedzi.
- Cholera jasna - mruknęłam i kucnęłam przed nią.
Wzięłam głęboki oddech i powoli rozpięłam jej rozporek. Starałam się bardzo ostrożnie ściągnąć z niej spodnie. Poszło nawet łatwo. Potem uniosłam jej ręce, na szczęście miała siłę by je sama przytrzymać, i zdjęłam bluzkę. Odetchnęłam z ulgą. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam dwie koszule nocne i jedną podałam Kris.
- Idę się przebrać - powiedziałam wolno na wszelki wypadek. - Jak przyjdę masz już być przebrana.
Poszłam do łazienki z nadzieją, że tym razem mnie posłucha.
Przebrałam się, umyłam zęby i wyszłam z łazienki, zawiązując włosy w kok. Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam Kristen w piżamie siedzącą na łóżku z opuszczoną głową. Posłuchała. Podeszłam do niej i pomogłam położyć się do łóżka. Nie poszło tak źle. Dałam jej całusa w czoło i przykryłam ją kołdrą. Chociaż byłam na nią cholernie zła i tak ją kochałam. Jak siostrę.
Po chwili wstałam i po cichu wyszłam z pokoju. Wzięłam z szafy w salonie koc i położyłam się na kanapie. Nie zauważyłam nawet kiedy, pogrążyłam się w głębokim śnie.
-----------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz